Diecezja Zielonogórsko-Gorzowska

Milenium Braci z Międzyrzecza (1003 - 2003)

Męczennicy świadkami Boga

Rozpoczęły się w naszej diecezji przygotowania do jubileuszu tysiąclecia męczeńskiej śmierci Braci Polskich z Międzyrzecza. Obchody ku czci świętych zakorzeniają nas w tradycji. Nie chodzi tu o galerię naszych przodków, ale o zajęcie miejsca w historii, o włączenie się we wspólnotę braci, którzy zachwycili się Ewangelią i oddali się jej na służbę z entuzjazmem, jaki chcielibyśmy naśladować. Uczą nas oni odkrywać sens więzi z Bogiem. Pokazują nam, jak wiele jest sposobów słuchania Bożego słowa i wprowadzania go w życie. Najlepszy z nich polega na tym, że w tym właśnie słowie przyjmujemy apel skierowany do nas samych.

Lex orandi - norma modlitwy

Wyprawa misyjna w początkach 1002 roku benedyktynów - eremitów: Benedykta z pustelni w Pereum pod Rawenną i Jana z klasztoru na Monte Cassino do "kraju Polan", do których dołączyli bracia Mateusz i Izaak "z kraju i mowy słowiańskiej" oraz Krystyn pochodzący ze wsi obok, w której książę Bolesław Chrobry zbudował klasztor-erem (dzisiaj wieś Święty Wojciech, położona półtora kilometra na zachód od Międzyrzecza, na prawym brzegu rzeki Obry) oraz ich śmierć męczeńska w 1003 roku stanowią dziejowe wydarzenie w historii Kościoła i państwowości polskiej. Zarówno z hagiografii kościelnej jak i z polityki dynastii Piastów wynika, że święci męczennicy: Benedykt, Jan, Mateusz, Izaak i Krystyn krwią swoją uświęcili początki wiary w narodzie Polskim. Tę religijno-kulturową projekcję postaci świętych Męczenników wypowiadają teksty liturgiczne ("Żywot Pięciu Braci Męczenników", oficjum Liturgii Godzin, formularz mszalny) zarówno w poezji (sekwencje, hymn, pieśni, oficjum rymowane, litania, nowenna) jak i opisy narracyjne (czytanie w Liturgii Godzin, antyfony, responsorium). Tę twórczość liturgiczną z terenu naszej zielonogórsko-gorzowskiej diecezji jak i miejsc w których kult Pięciu Braci Męczenników rozwinął się, otrzymamy wkrótce do rąk w publikowanej książce: "Celebracje i modlitwy o świętych: Benedykcie, Janie Mateuszu, Izaaku i Krystynie - Pierwszych Męczennikach Polski".

Lex credendi - norma wiary

Mam nadzieję, że zbliżające się milenium śmierci męczeńskiej Świętych, obchodzone w naszej diecezji przyczyni się do zrozumienia błogosławionych owoców życia i śmierci "Pierwszych Męczenników kraju naszego" oraz do odkrywania i pogłębiania więzi duchowych, jakie łączyły różne kraje europejskie u progu II tysiąclecia chrześcijaństwa. Dziś także na przełomie II i III tysiąclecia chrześcijaństwa wierni naszej diecezji będą mogli przypomnieć sobie chrześcijańskie korzenie ziemi Lubuskiej z czasów najstarszych świadków Chrystusa na ziemi polskiej, o których tradycja Kościoła zachowała pamięć. Ci duchowi synowie świętego Benedykta - Benedykt i Jan oraz bracia Polscy - Mateusz i Izaak, a także "z tutejszej wioski pochodzący" - Krystyn zostali nam postawieni jako patronowie naszej rodziny diecezjalnej, gdyż sami trudzili się skutecznie dla przetarcia szlaków Chrystusowi i budowy naszej tożsamości narodowej na fundamencie Ewangelii. "Dziękujmy Opatrzności Bożej, za to, że tak prężnie rozwija się Kościół w waszej diecezji. Ziemia ta u zarania została zroszona krwią świętych Polskich Braci Męczenników, którzy jak pochodnie gorejące dzisiaj prowadzą wasz Kościół ku nowym czasom. Nowe czasy, zbliżające się trzecie tysiąclecie, wymagać będą nadal waszego świadectwa. Staną przed wami nowe zadania. Miejcie odwagę je podejmować. Nie lękajcie się ich podejmować" (Jan Paweł II, Gorzów Wlkp., 2 czerwca 1997 r.).

Święci, którzy dali świadectwo Bogu, ponosząc śmierć męczeńską przed tysiącem lat na naszej ziemi, mogą stać się symbolem i patronami nowej ewangelizacji na progu trzeciego tysiąclecia. Nie jest łatwo znaleźć idee lub postacie na naszym terenie, które by tak jasno wskazywały na potrzebę dawania świadectwa wierze na progu III tysiąclecia. Dobrze by było, by 12 listopada br. w Międzyrzeczu zgromadzili się jak najliczniej wierni naszej diecezji wraz z zaproszonymi gośćmi przy relikwiach świętych Męczenników Braci Polskich. Obecność nasza podczas inauguracji trzyletnich przygotowań do obchodów jubileuszu tysiąclecia śmierci Pierwszych Męczenników Polski, ukazałaby światu duchowe przesłanie świętych Męczenników, którzy w czasach średniowiecza, gdy rodziła się polska państwowość, budowali na fundamencie Ewangelii naszą chrześcijańską tożsamość w dorzeczu Obry i Warty. Wówczas można by odczytać na nowo słowa Jana Pawła II z jego orędzia wygłoszonego 2 czerwca 1997 roku, gdy przewodniczył liturgii Słowa obok wznoszonego kościoła pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie Wlkp.: "Bracia i Siostry, w naszych czasach, gdy nie potrzeba już świadectwa krwi, tym bardziej czytelne musi być świadectwo codziennego życia. O Bogu winno się świadczyć słowem i czynem, wszędzie, w każdym środowisku: w rodzinie, w zakładach pracy, w urzędach, w urzędach, szkołach, biurach W miejscach, gdzie człowiek się trudzi i gdzie odpoczywa. Winniśmy wyznawać Boga przez gorliwe uczestniczenie w życiu Kościoła; przez troskę o słabych i cierpiących, a także poprzez podejmowanie odpowiedzialności za sprawy publiczne, w duchu troski o przyszłość narodu budowaną na prawdzie Ewangelii. Taka postawa wymaga dojrzałej wiary, osobistego zaangażowania. Winna wyrażać się w konkretnych czynach. Za taką postawę trzeba nieraz płacić heroizmem i ogromnym poświęceniem. Czyż i w naszych czasach, w naszym życiu nie doświadczyliśmy różnego rodzaju upokorzeń, starając się dochować wierności Chrystusowi i w ten sposób zachować chrześcijańską godność? Każdy chrześcijanin jest powołany, by zawsze i wszędzie tam, gdzie go Opatrzność postawi, przyznawać się do Chrystusa przed ludźmi (por. Mt 10, 32)".

Lex vivendi - norma chrześcijańskiego życia

Brak wierności Ewangelii, podważa nieustannie wiarygodność chrześcijaństwa. Nie bez powodu, od czasów Oświecenia, religię oskarża się często o to, iż stanowi ona czynnik niezgody, nietolerancji i agresywności w dziejach ludzkich. Historia chrześcijaństwa w niejednym zdaje się sama wystawiać tego rodzaju świadectwo. Jak trudno osiągnąć owo dojrzewanie i "wydoskonalenie" ku świadectwu wiemy już z własnych doświadczeń, zwłaszcza zaś z ostatnich lat. Świadectwo uczniów Chrystusa, świadectwo mądre siłą spełnionej miłości i życzliwości, jest wielką szansą dla świata. Bez tego świadectwa trudno uwierzyć w sens Jego nauki i zbawczej misji.
Chyba nie szukamy wystarczająco mądrze i gorliwie przyczyn naszej bezradności w obliczu dramatu niewiary. Nie zastanawiamy się nad źródłem niepowodzeń i zawodnością uzgodnień. Może owo "nie chcieliście" w przypowieści o uczcie królewskiej (por. Mt 22, 1-14) oznacza także "nie potrafiliście dać się porwać świadectwu"? Może brak nam mądrości, zrozumienia i wyobraźni? Rezultat jest jednak zastraszający - pustoszenie. Jako chrześcijanie jesteśmy wolni od ryzyka nierozpoznania "czasu nawiedzenia" (Łk 19, 44), dlatego przedłuża się dramat braku świadectwa i naszej bezradności. Bezradności tej nie uleczą żadne deklaracje i przynaglenia do posłuszeństwa.

Ktoś mówił mi niedawno, iż boleje nad brakiem w Kościele chrześcijaństwa myślącego, wrażliwego na ludzkie lęki, na niepokoje i wątpliwości. Chrześcijaństwo myślące i modlące się szuka źródła własnych nieporadności i wychodzi ludziom na przeciw w poczuciu solidarności losów. Tymczasem jakże często mamy przede wszystkim do czynienia z chrześcijaństwem "imprezowym", a w konsekwencji także ze świadectwem deklaratywnym, kongresowym, konferencyjnym, który nie odmienia oblicza Kościoła. Nic dziwnego, że wielu ludzi decyduje się na exodus. Szukają prawdy i przeżycia sensowności istnienia gdzie indziej. Uciekają z duchowego domu, w którym zamieszkiwali. Dom pustoszeje. Inni grzęzną w stereotypach i płytkiej apologii tradycyjnych przekonań i form życia. Długie wywody o świadectwie zbawczym Chrystusa oraz Kościoła niczego w tym względzie nie zmieniają.

Przejmująca i trudna do zrozumienia logika Ewangelii uczy, że może istnieć taka zachłanna troska o siebie, która prowadzi do samozatracenia. "Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten je zachowa" (Mk 8, 35). Ta paradoksalna mądrość nabiera w Ewangelii św. Jana jeszcze większej wymowy przez porównanie z ziarnem: "Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, pozostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi obfity owoc. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je..." (J 12, 24-25). Przedziwna dialektyka utraty i ocalenia! Nic nie wskazuje na to, aby nie można było odnieść tych słów także do naszego życia.

Koniec stulecia i tysiąclecia zastaje nas w takiej oto sytuacji świadectwa trudnego, pełnego napięć i kontrowersji. I co dalej ze świadectwem? Pytanie to zadaję sam sobie z niepokojem, a zarazem z głębokim przeświadczeniem, że sprawa świadectwa chrześcijańskiego musi iść na przód. Katolicy nie mogą się wycofać z tej drogi, którą zarysował Chrystus, a którą potwierdzili Męczennicy. Z ufnością i spokojem trzeba patrzeć w przyszłość. Przyszłe pokolenia będą mądrzejsze o nasze obecne doświadczenia i zmagania. Czeka nas jeszcze wielki trud dawania świadectwa. Jest to trud przezwyciężania rozbieżności. Jest to trud odkrywania większej mądrości w rozumieniu chrześcijaństwa i jego roli w świecie, coraz bardziej zsekularyzowanym i obojętnym na sprawy religii. Trud dawania świadectwa musi rozwijać się dalej i przenikać coraz szersze kręgi wierzących. Alternatywą dla postawy świadka byłby jedynie całkowity indyferentyzm lub antagonizmy i konflikty religijne, a tego chyba żaden człowiek dzisiaj nie pragnie. Wierzę mocno w przyszłość świadectwa, choć przechodzi ono obecnie przez okres niezwykle trudnych przeobrażeń. Taką pewność posiadali pierwsi męczennicy: Benedykt, Jan, Mateusz, Izaak i Krystyn, którzy żyli tutaj w naszych stronach, za czasów Bolesława Chrobrego. Oni to obok św. Wojciecha są najstarszymi świadkami Ewangelii na ziemiach polskich. Kiedy podziwiamy ich świadectwo wiary ukazujące, jak "miłość jest mocniejsza od śmierci" (por. Pnp 8,6) - "(...) odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował" (Rz 8,37).

ks. Zbigniew Kobus

Aktualizacja: 2007-11-18

© Brodex Radosław Rudziński